piątek, 14 czerwca 2013

mił-ości-e

Eros, Ludus, Storge. Pragma, Agape, Mania.

Egzaminacyjne szaleństwo zaczyna mi ciążyć na umyśle, trochę tabletek przeciwbólowych i mogę spać spokojnie. Substancje podobne do dzikiej mięty pomagają. Uczę się i staram się przekładać cały ten naukowy szajs na przykłady z życia codziennego, ot, co mi się dziś przydarzyło.

Przez długi czas nie umiałam tego objąć rozumem, życie starało się wbić mi to do głowy przez tyle czasu, a ja ciągle naiwnie nie potrafiłam dostrzegać różnic.


Przyjaźń i troska.
Romantyczna namiętność.
Zabawa i manipulacja.

Altruizm i oddanie.
Racjonalna lokata uczuć.
Obsesja i opętanie.
Przyjaźń i troska+Romantyczna namiętność=Altruizm i oddanie.
Romantyczna namiętność+Zabawa i manipulacja=Obsesja i opętanie.
Przyjaźń i troska+Zabawa i manipulacja=Racjonalna lokata uczuć.

Wiem już, że romantyczna namiętność wyklucza się z racjonalnym lokowaniem uczuć, zabawa i manipulacja rozmijają się z oddaniem, a jeśli chcemy uniknąć obsesji i opętania, należy postawić na przyjaźń i troskę.

Wszyscy marzymy o Agape. Nikt też nie pogardziłby dostępem do Pragmy. Ale dane jest nam zwykle jedynie zanurzenie się w Manii, po czym wszyscy cierpią na własne życzenie.
Amen.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

when the tears come streaming down your face
when you loose something you can't replace
when you love someone but it goes to waste
could it be worse?

HIGH UP ABOVE OR DOWN BELOW
WHEN YOU'RE TOO IN LOVE TO LET IT GO
but if you never try you'll never know
just what you're worth

Czy zawsze trzeba w takich momentach postawić siebie na pierwszym miejscu? Jeśli tak, to czy nie będzie to główna linia ostrzału? Z zewnątrz, od wewnątrz, jakkolwiek. Mówię sobie: inni mogą, to ja też. Gówno prawda. Nie jestem INNI. Zapamiętałam to pewnego dnia i potrafię użyć zawsze, kiedy nie powinnam, nie na odwrót. Kiedy dni wydają się kolorowe, nie wypuszczam na światło dzienne tego wszystkiego. Tego, że nie mogę, czy nie potrafię. A może nie chcę. Bo siedzi jak drzazga model drama queen w moich myślach i traktuje wszystko jak pieprzone tornado.
Słyszę kroki, kochane, ale jednak nie TE. Słyszę głos, za którym tęsknię, ale nie TAK. Widuję cień, którego boję się tak mocno, zwłaszcza kiedy nie mogę zasnąć i w tym momencie to jest jedyna realna rzecz, która się dzieje.
Jak to jest, że hodujesz w sobie pewne wartości, inwestujesz tak dużo czasu, aby się zadomowiły w twojej duszy, one w końcu stają się nieodłączoną częścią twojego życia na tak długo, aż pewnego dnia ktoś jednym gestem rozdmuchuje je wszystkie jak pyłek dmuchawca? Chyba właśnie dowiedziałam się o kolejnej ukrytej intencji mojego umysłu, kiedy zdecydowałam się na D. Kurwa, ale odkrywcze. Chyba zdobędę dziś świat. I go spalę w pizdu.

Chciałam mieć mały klomb. Malutki, dwa serdeczniki, jeden krzew róży herbacianej, kępka dzikich bratków, cztery czerwone tulipany. Namówiłeś mnie na duży ogród. Tak bardzo chciałeś mieć wielki trawnik, kilka metrów kwadratowych czerwonych róż i kilka drzew owocowych, z których będziesz mógł zrywać, kiedy tylko zapragniesz. Długo to trwało, na początku bałam się, że nie podołamy pielęgnacji tak dużego przedsięwzięcia. W końcu mnie przekonałeś, zgodziłam się z tobą. Powiedziałam sama sobie parę słów, pozwoliłam sobie na ogród. Od tamtej pory minęło niewiele czasu, ale trawa zarosła, róże zostały zjedzone przez robaki, a owoce zaczynają gnić, nie podnoszone długo z ziemi. Nie miej mi za złe, jeśli pewnego dnia zasypię cały ogród gruzem, gdy już nie będę mogła znieść tego zaniedbanego widoku. A następnym razem nie zdecyduję się nawet na mały klomb. Będę jedynie podziwiać zza okna wielkie pola dzikich czerwonych maków, których zapachu nawet nie będzie mi dane poczuć przez grube szkło.